poniedziałek, 2 marca 2026

Dom Tłumacza

Pożegnanie z antwerpskim Domem Tłumacza. Kilka tygodni pracy. Kilka spotkań. Wiele rozmów. 

Tak wygląda budynek, w którym mieści się ów Vertalershuis. Tak otwiera się widok na Dom Tłumacza, kiedy zbliżasz się, idąc od stacji kolejowej Antwerpen-Berchem, ostatniej przed dworcem głównym Antwerpen-Centraal.  



Po przejściu pod torami kolejowymi, które przypominają jakieś średniowieczne umocnienia obronne, dochodzimy do budynku. Z zewnątrz prezentuje się imponująco. Ale w rzeczywistości jest skromnie, bo "domem tłumacza" jest tylko jeden apartament na drugim piętrze, który dla dwojga tłumaczy wynajmuje Literatuur Vlaanderen.




Dochodzimy do głównego wejścia do budynku. Przed nim lampy z kutego żelaza. Wygląda obiecująco. Palą się dzień i noc. Na parterze biuro sprzedaży nieruchomości. Po drugiej stronie ulicy piekarnia i restauracja. 




Przedsionek, coś na kształt westybulu... a może raczej sień. Ale pałacowa! Można się poczuć jak strażnik żyrandola... gdyby nie było tam też czuć... zapachu śmieci, które mieszkańcy postanowili przed poniedziałkową wywózką zbierać w pomieszczeniu obok. Zapach nasila się od środy, wzbiera w weekend. Potem ktoś wietrzy ów westybul. 




Podwórze to raczej studnia, a ten dość smutny widok mają złagodzić palma i stoliki. Pewnie w czasie upałów, może być tutaj całkiem przyjemnie. 




Pokój numer 1. Od ulicy. Tym razem nie przypadł mi w udziale. Ma zalety, bo jest jasny, ale też wady, bo dochodzi sporo dźwięków z ulicy oraz odgłos przejeżdżających pociągów. Przed remontem dworca głównego w Antwerpii, była to stacja tzw. kopstation, czyli nieprzejezdna: pociągi dojeżdżały i odjeżdżały wycofując się (coś jak dawny dworzec świebodzki we Wrocławiu). Ruch był ograniczony. Dworzec - ze względu na kubaturę i użycie ardeńskiego marmuru nazywany katedrą kolejową - został odnowiony i od 2007 roku, po wykopaniu podziemnego tunelu, znów jest przelotowy, jeździ więc sporo pociągów. 

W pokoju numer 1, jak w każdym z dwóch pokoi, wyposażenie jest podstawowe: łóżko, biurko, półka, komputer i drukarka. Cela mnisia do pracy. 




Po drugiej stronie niewielkiego przedpokoju jest łazienka należąca do pierwszego pokoju. Potem można przejść do pozostałych pomieszczeń. Najpierw jest salonik od ulicy... 





... dalej jadalnia i w tle kuchnia ... 






... a przy kuchni, za drzwiami, mój pokój ... 




... to pokój numer 2, okna wychodzą na studnię między budynkami, więc moja cela jest ciemna, choć cicha ... (za kotarą łazienka) 




Nic więc dziwnego, że właśnie w salonie pracowałem najczęściej. 




Tak, w tym fotelu siadywałem, z laptopem na kolanach, mając za podkładkę dużą książkę dla dzieci w twardej oprawie. Tutaj się pracowało. 




Pod lampą. Już nie żyrandolem.

Taras na dachu, który tak ładnie prezentuje się z oddali, nadaje się do użytku chyba tylko latem. Teraz pogoda była belgijska.