Wiele, bardzo wiele lat temu tłumaczyłem poetkę flamandzką, której wiersze mnie poruszyły. Była w nich jakaś egzystencjalna powaga i ekonomia, by nie powiedzieć oszczędność słowa, sformułowania wycyzelowane na zwyczajne, obrazy proste, a przez to przemawiające mocniej.
Potem dzięki staraniom Kłodzkiego Klubu Literackiego ukazał się tom wierszy Miriam Van hee Komunikacja miejska. Był rok 1992. Poetka przyjechała na prezentację książki do Kotliny Kłodzkiej. Bawiła też u nas w domu. To nie była pierwsza wizyta tej belgijskiej slawistki w Polsce, ale zapoczątkowała kolejne, bo potem jeszcze kilkakrotnie przyjeżdżała do Polski. Z wizyt w ostatnim okresie mogę wspomnieć zaproszenie na Festiwal Conrada w 2011 roku. Van hee brała też udział w 2012 roku w lubelskich spotkaniach "Czas poetów - poezja w czasie kryzysu". A ja zapraszałem ją na warsztaty translatorskie dla moich poznańskich studentów w 2015 roku i zorganizowałem wieczór autorski w klubie "Pod Pretekstem". I w tym samym roku opublikowałem szereg jej wierszy w "Pomostach. Dolnośląskim roczniku literackim" (t. 20)
Zaproszono nas oboje, poetkę i jej tłumacza, do przygotowania "Wierszy w metrze" w szóstej edycji tej miejskiej akcji w 2016 roku. W 2019 występowała na Poznaniu Poetów i wrocławskim Silesiusie. Czas mijał. Van hee nadal publikowała. Z dość dużą regularnością. Powstał więc pomysł na kolejny polski wybór jej wierszy. Projekt rodził się bólach. Byłem w antwerpskim Domu Tłumacza w 2014 roku właśnie w związku z tłumaczeniem tej poezji.

W końcu udało się i dzięki festiwalowi Europejski Poeta Wolności Miriam przyjechała do Gdańska i wzięła w nim udział, bo była nominowana do tej nagrody wraz z przełożonym przeze mnie tomem Utrata czasu. Wiersze z lat 1996-2020. Byliśmy oboje finalistami, ale nagrody nie dostaliśmy. Trudno. Nominacja to też nobilitacja. Dla mnie najważniejsze, a sądzę, że także dla Poetki, że w końcu ukazał się tom jej wierszy, obszerny, przekrojowy, pokazujący, co w tej twórczość stałe, a co zmienne. A oto przykład. Wiersz bez tytułu wydrukowany w kwietniu 2024 roku "Piśmie. Magazynie opinii".
wynająć coś nad morzem
by patrzeć na nieskończoność
na wodę, jak nadchodzi i odchodzi
jak dosięga, a potem znów odstępuje od
już prawie swojego, już prawie, jak w zabawie
i na spacerowiczów zmagających się
z wiatrem i ich bezgłośne nawoływania
by wrócić do domu, na wiatr
rzucać obietnice i pisać
listy, w rozpaczy, a może
w znużeniu, lecz z nadzieją
na odpowiedź, na zrozumienie
lub brak
pierwszy dzień wiosny
z placu dochodziły jeszcze kopnięcia piłki
przy otwartych oknach ktoś ćwiczył muzykę
coś południowego opanowało ulicę
drzwi uchylono
zanieśliśmy na pocztę listy
radośni i podnieceni jak dzieci wieczorem
na dzień przed szkolną wycieczką
a gdzieś tam wojska
znów ruszyły do akcji
chłopczyk w czerwonej koszulce
przyśniła mi się książka, w której utkwiła
grudka zaschniętej kluski, jeszcze z czasów
kiedy studiowałam, zjadłam ją i zaraz poczułam
że umrę, ale się obudziłam, tamtego poranka
wszystkie gazety pokazały zdjęcie
chłopczyka wyrzuconego na brzeg, leżał
z twarzą w piasku, a morze uczyniło gest
obmywając go do czysta, jego czerwoną
koszulkę i czarne włosy, on śnił, marzył
lecz umarł, ostrożnie go uniesiono
trud był zbędny, waga piórkowa















