czwartek, 12 marca 2026

Tak, to ja byłam Ewą! Ewa Aszer – pierwsza tłumaczka "Buddenbrooków" (1931)

Przyjechałem tutaj zaraz po napisaniu tekstu o Ewie Librowiczowej, pierwszej tłumaczce Buddenbrooków Thomasa Manna. Czekam na publikację tego tekstu, ale ponieważ blog pisany w Domu Tłumacza jest także o tłumaczeniu, więc sądzę, że będzie jak najbardziej na miejscu zamieścić ten tekst również tutaj. Wprawdzie pracowałem w Antwerpii nad innym przekładem i z innego języka, ale Mann mnie nie opuszcza, Mann mi nie odpuszcza, a niedawno podpisałem umowę na przekład jego najważniejszych opowiadań, więc jak już mi się znudzi tłumaczenie z niderlandzkiego w wolnych weekendowych chwilach mierzę się z niemczyzną niemieckiego Noblisty. 


Tak, to ja byłam Ewą! Ewa Aszer – pierwsza tłumaczka 
 Buddenbrooków (1931) Thomasa Manna
 
Wszystko, co zrobiłam – namalowałam, narysowałam czy napisałam – 
spłonęło, niestety, i istnieje tylko w mojej pamięci. [1] 
 

Ewa Librowiczowa, moja poprzedniczka w drodze do domu Buddenbrooków, od początku była dla mnie niczym enigma. Z perspektywy czasu oceniałem wprawdzie, że jej opublikowany w 1931 roku przekład noblowskiej powieści Thomasa Manna z 1901 roku ma wiele bardzo dobrze przełożonych pasaży, a jednak jako całość wydawał mi się nierówny, bowiem okazało się, że ów tekst, mimo wielokrotnych wznowień, nadal zawiera różnego rodzaju mankamenty, wśród których są potknięcia, omyłki, a nawet opuszczenia. Wersja porównana z oryginałem i poprawiona przez Zofię Kanię w ostatnim jeszcze PRL-owskim wydaniu z 1988 roku również nie wyrugowała wszystkich usterek. Warto jednak zaznaczyć, że przynajmniej część z nich można przypisać innym strategiom tłumaczeniowym, zgodnym z dominującym w pierwszej połowie XX wieku zwyczajem, częstokroć bardzo różniącym się od wyznawanych dzisiaj zasad. Kiedy jesienią 2023 roku Grupa Wydawnicza Foksal zwróciła się do mnie z propozycją przygotowania nowego przekładu dla wydawnictwa W.A.B., nie znałem jeszcze wersji Librowiczowej. A zatem autorka pierwszego polskiego tłumaczenia nie z tego powodu była dla mnie enigmą, lecz dlatego że wielokrotnie podejmowane próby uzyskania o niej bardziej szczegółowych informacji, spełzały na niczym. Wiedziałem wprawdzie o sygnowanym tym nazwiskiem szkicu zatytułowanym Tomasza Manna „Śmierć w Wenecji” z 1925 roku [2], ale już zaliczenie tej osoby na podstawie owego jedynego tekstu do grona „wybitnych polskich literaturoznawców, tłumaczy i krytyków literackich”, na dodatek w jednym szeregu ze Stanisławem Brzozowskim, Witoldem Hulewiczem, Zygmuntem Łempickim czy Egonem Naganowskim, [3] wydawało się mieć wątłe podstawy, skoro nieznane były inne jej teksty, a to mogło budzić wątpliwości i wywoływało podejrzenia, że skoro prawie nic o niej nie wiemy, to musi być tam jakieś drugie dno. 







We wstępie do nowej edycji Buddenbrooków z 2025 roku zdecydowałem się więc napisać: 

„Librowiczowa jak meteoryt ukazała się na firmamencie i znikła; nie wiemy nawet czy podana wersja nazwiska jest właściwa, bo w jej innym tłumaczeniu Manna, przekładzie Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull (1922, 1937), zatytułowanym Niebieski ptak (1929, 1937), figuruje jako „Librowiecka”, a przy braku szczegółowych danych na temat tej osoby można by nawet nabrać podejrzenia, czy to nie jest aby pseudonim.” [4] 

Fragment ten, dopisany do mojego wstępu już podczas finalnej redakcji tekstu w ostatniej niemal chwili, powiązałem z wezwaniem do germanistów, by mając teraz do dyspozycji dwa przekłady „komparatystycznie i całościowo podeszli do tekstu Librowiczowej” [5]; ów passus był zarazem swoistym chwytem retorycznym, jakąś butadą, a może nawet prowokacją. Najważniejsze jednak, że zabieg odniósł skutek, powiem więcej, reakcja przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Na początku stycznia 2026 roku otrzymałem list od pani Marii Mostowskiej, która napisała, że czytanie Buddenbroków zaczęła od mojego wstępu i w związku z rzuconą przeze mnie sugestią, że w przypadku Ewy Librowiczowej może chodzić o pseudonim, zdecydowała się zareagować: „Ewa Librowicz należała do rodziny Kramsztyków, swego czasu licznej rodziny, której wielu członków należało do polskiej elity intelektualnej.” [6]

Kramsztyk? Od razu zapaliła mi się ostrzegawcza lampka. Przecież tłumacz pierwszego tom Czarodziejskiej góry[7] to Józef Kramsztyk! Czyżbyśmy mieli do czynienia z jakimś rodzinnym kolektywem tłumaczy, którzy od razu po Noblu w 1929 roku próbowali zdominować przekłady Manna. Józef z pierwszym tomem Czarodziejskiej góry w 1930 roku, a Ewa z Niebieskim ptakiem (Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull, 1922) w 1929 roku i Buddenbrookami w 1931 roku? Jakby w konkurencji do Witolda Hulewicza, który w 1929 roku przetłumaczył Królewską Wysokość [8]?

Dalsza część maila nie pozostawiała wątpliwości, że Ewa Librowiczowa naprawdę istniała, a moją supozycję wyrażoną we wstępie do nowego przekładu, że jej nazwisko może być pseudonimem kryjącym inną tłumaczkę, tłumacza lub kilkoro z nich, mogłem odłożyć ad acta. Załączony do maila pani Mostowskiej fragment drzewa genealogicznego objaśniał wszystko w szczegółach: oboje tłumacze Manna byli kuzynostwem, gdyż ich rodzice byli rodzeństwem, a konkretnie ojciec Józefa – Feliks Kramsztyk (1853–1918) i matka Ewy – Natalia Kramsztyk (1857–1922) to brat i siostra. Przy okazji okazało się jak brzmi rodowe względnie panieńskie nazwisko Ewy: mężem jej matki Natalii z domu Kramsztyk był Maurycy Ascher (1846–1925); czasem nazwisko podawano w spolszczonym zapisie – Aszer. Chcąc uzyskać informacje o tłumaczce, powinienem był zatem od samego początku raczej szukać „Ewy Teresy Aszer” lub „Ascher”, a nie „Ewy Librowiczowej”. Ta ostatnia figuruje bowiem głównie jako tłumaczka dwóch książek Manna i trudno znaleźć o jej życiu dodatkowe informacje, o pierwszej natomiast można się dowiedzieć o wiele więcej. 

Moja korespondentka odsyłała mnie po inne informacje do wydanej w 2018 i wznowionej w 2022 roku książki swojego kuzyna Krzysztofa Prochaski pt. Józef Kramsztyk. Pasjans rodzinny, towarzyski, literacki i naukowy. Nowina była elektryzująca, więc bez wahania zadzwoniłem na podany w mailu numer i odbyłem z panią Mostowską niezwykle ciekawą rozmowę, która tylko zaostrzyła mój apetyt na kolejne informacje. W końcu mam doświadczenie w prowadzeniu poszukiwań naukowych, a swoją karierę zaczynałem jako archiwista, młodszy wprawdzie, ale taki był ów pierwszy stopień wtajemniczenia. 

Natychmiast zamówiłem książkę, reklamowaną przez wydawnictwo jako „biografia kontekstowa”, [9] bo choć jej głównym bohaterem, jak zapowiada już tytuł pracy, jest Józef Kramsztyk, to traktuje ona zarazem o rozgałęzionej rodzinie Kramsztyków, wraz ze spokrewnionymi lub spowinowaconymi rodzinami Muttermilchów, Ascherów, Frühlingów, Kramstüków, Nussbaumów czy Zweigbaumów.

Nie czekając na przesyłkę rozpocząłem przeczesywanie sieci. Okazało się, że już dzięki samej zamianie wyszukiwanego nazwiska z „Librowiecka” na „Aszer”/„Ascher”, otrzymałem ciekawe wyniki. Intrygujące informacje znalazłem w różnych źródłach, wśród których były słowniki biograficzne, strona internetowa z drzewem genealogicznym czy materiały wizualne z zakresu sztuk plastycznych.

Zdarzały się tam czasem suche napomknięcia, np. Ewa Aszer występuje na liście członków zwyczajnych w sprawozdaniu z 1902 roku Towarzystwa Kolonii Letnich w mieście Warszawie [10], ale gdzie indziej można było nawet zobaczyć prace graficzne jej autorstwa. Na stronie artinfo.pl dowiedziałem się, że Galeria i Dom Aukcyjny Nautilus w Krakowie prowadziły w 2012 roku aukcję, na której wystawiono m.in. Tekę fluorofort uczniów Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. 



(fot. WWW)

Autorkami prac były w większości kobiety, w tym Ewa Aszer, a spośród kilku mężczyzn wybijało się nazwisko Konstantego Czurlanisa (Mikołaja Konstantego Čiurlionisa, 1875–1911). Fakt, że Ewa Aszer studiowała w Szkole Sztuk Pięknych zaskoczył mnie nie mniej niż to, że w tym samym czasie studentem tej instytucji był ów wybitny polsko-litewski kompozytor i nowatorski artysta plastyk. Konsternacja moja była tym większa, że pół roku wcześniej, latem 2025 roku, przesławszy wydawnictwu kolejną redakcję mojego przekładu Buddenbrooków, wybrałem się na wakacje na Mierzeję Kurońską, by w letniskowym domu Thomasa Manna w Nidzie wziąć udział w dorocznym międzynarodowym festiwalu jego imienia, a po drodze podziwiałem prace Czurlanisa w kowieńskim Mikalojaus Konstantino Čiurlionio dailės muziejus i słuchałem jego muzyki w Sali Koncertowej w nadmorskiej Połądze. Jak to się mówi: przypadek? nie sądzę! 


(fot. WWW)

Szkoła Sztuk Pięknych, erygowana w Warszawie w 1844 roku, była zatem macierzystą uczelnią tych dwojga – polskiej Żydówki, albo żydowskiej Polki, i polskiego Litwina, albo litewskiego Polaka, choć przecież te narzucające się, lecz powierzchowne kwalifikacje, nawiązujące do wielokulturowości ziem polskich, nie wyczerpują ich złożonych tożsamości jako osób i jako artystów. Zlikwidowaną przez Rosjan po powstaniu styczniowym w 1864 roku instytucję reaktywowano w 1904 roku, a Ewa Aszer uczyła się w niej, podobnie jak Czurlanis, pod kierunkiem symbolisty Ferdynanda Ruszczyca. Na frontspisie Teki fluorofort jej nazwisko zapisano jako „Aszerówna”, a ja tym samym otrzymałem kolejną wersję jej nazwiska i kolejny odcień jej tożsamości. 


(fot. Ewa Aszerówna w środku fotografii - WWW)

Przyszła tłumaczka Buddenbrooków wraz z innymi kobietami studiowała w odrębnym oddziale, gdyż, jak sformułowano to w regulaminie instytucji: „W razie odpowiedniej liczby kandydatek (nie mniej, jak 30), pragnących studyować w oddzielnej pracowni dla kobiet, pracownia taka może być otwarta na podstawie uchwały Komitetu Opiekuńczego, po porozumieniu się z Radą Pedagogiczną.” [11] Technika fluoroforty spopularyzowana przez profesora chemii Tadeusza Estreichera i stosowana z powodzeniem przez Wyspiańskiego, Wyczółkowskiego czy Mehoffera, jak również przez Ruszczyca, jest podobna do akwaforty. Różnica polega na tym, że przy fluoroforcie zamiast miedzianej używa się płyty szklanej, a zamiast kwasu azotowego kwasu fluorowodorowego. Ponieważ ta technika druku wklęsłego okazała się niezbyt praktyczna (farba musiała być rzadka, do robienia odbitek zamiast prasy korzystano ze szczotek, a i tak szkło często pękało), poza tym była niebezpieczna (kwas jest wysoce żrący), dość szybko ją zarzucono, co sprawiło, że już w latach dwudziestych fluoroforty były cenne, bo jak pisał wówczas historyk i popularyzator sztuki Mieczysław Treter: „Na tych wszystkich trudnościach zasadza się teżgłównie wartość kolekcjonerska tych i tak, z konieczności, rzadkich i w niewielkiej tylko liczbie zazwyczaj odbijanych rycin.” [12] 



(fot. Dewotka wzgl. Kobieta w czerni, fluoroforta Ewy Aszerówny - WWW)



(fot. Para, fluoroforta Ewy Aszerówny - WWW)

Fluoroforty Ewy Aszer dane mi było zobaczyć najpierw na stronie Look and Learn. History Picture Archive oraz w zbiorach cyfrowych Muzeum Narodowego w Krakowie, choć tutaj były one jakby głębiej ukryte w wyszukiwarkach. Chodzi o fotografie dwóch prac: „Dewotka” (nr inw.: MNK III-ryc.-2217) oraz „Para” (nr inw. MNK III-ryc.-2213). Co ciekawe jako autorka obu fluorofort widnieje tam „Ewa Aszerówna-Orzechowicz”, co wywołało u mnie następną konsternację i wątpliwości. Na dodatek kolejne wyszukiwania doprowadziły mnie do znalezienia jeszcze innego zapisu tego nazwiska: „Ewa Aszer-Librowicz” – chodzi o wzmiankę w artykule Waldemara Delugi Fluorine Etching in Cracow, Warsaw and Vilnius, 1901–20. [13] Reprodukcje większości grafik z teki fluorofort, zarówno „Dewotki” Ewy Aszer, jak i „Ośnieżonej wsi” Czurlanisa, są obecnie dostępne także na stronie Vilniaus aukcionas. [14]


                                                    (fot. od lewej: frontspis Teki fluorofort oraz
Akt przed lustrem Janiny Bobińskiej-Paszkowskiej, 
z prawej Wieś przykryta śniegiem Konstantego Czurlanisa - WWW)

Kolejną pracę Ewy Aszer (pozostańmy przy tej wersji jej nazwiska) odnalazłem w książce o zaskakującym, pięknym tytule Album Kobiece z 1903 roku. [15] Publikację, podobnie jak kolejne teki studentów Szkoły Sztuk Pięknych, która często borykała się z trudnościami finansowymi, wydawano w celach charytatywnych. W tym wypadku chodziło o „pomnożenie funduszów restauracyji Kościoła Najświęt. Panny Marii Łaskawej (po-pijarskiego) w Warszawie”. 





Starannie wydany album, oprócz poezji, prozy i aforyzmów (m.in. Marii Konopnickiej, Bronisławy Neufeldówny, Elizy Orzeszkowej, Zofii Seidlerowej czy Gabrieli Zapolskiej), zawierał szereg prac graficznych (np. Marii Dulębianki, Marii Nostitz-Wasilkowskiej, Laury Siemieńskiej i Zofii Stankiewicz). W Albumie Kobiece na całej stronie 67 zamieszczono pracę Ewy Aszer pt. „Studyum”, przedstawiającą portret brodatego chłopa o grubych rysach i zmierzwionych włosach ubranego w kamizelkę. 





Kolejnym ważnym znaleziskiem było zdjęcie profesorów i studentów Warszawskiej Szkoły Sztuk Plastycznych z 1904 roku, na które natrafiłem w zbiorach biblioteki cyfrowej Polona. Fotografii towarzyszy odręczna lista nazwisk dwunastu wykładowców, m.in. Ksawerego Dunikowskiego i Ferdynanda Ruszczyca, oraz dwunastu studentek, w tym Janiny Bobińskiej (pierwszej kobiety, która uzyskała dyplom tej uczelni), Marii Grodzickiej (Grodzickiej-Styczyńskiej), Sary Lipszyc (Lipskiej; jak głosił dopisek przy jej nazwisku: „Muzy prof. K. Dunikowskiego”), Zofii Piramowicz (wieloletniej narzeczonej Kazimierza Przerwy Tetmajera); przy nazwisku Jadwigi Kernbaum, kilimiarki i fotografki, dopisano: „żona prof. M. Handelsmana – historyka”, a ponieważ małżeństwo to zawarto dopiero w 1913 roku, więc należy wnosić, iż opis dołączono wiele lat po powstaniu zdjęcia w 1904 roku. Nazwisko Ewy Aszer opatrzono numerem dwunastym, a półprzeźroczysta bibułka z odnośnikami cyfrowymi pozwala stwierdzić, gdzie na tym ujęciu znajduje się przyszła tłumaczka Manna. 



(fot. WWW)

Na stronach zagranicznego serwisu genealogicznego znalazłem szczegółowsze dane biograficzne. Ewa Teresa Aszer urodziła się ok. 1883 roku, a zmarła 8 września 1943 roku w podwarszawskich Tworkach. W listopadzie 1911 roku wyszła za mąż za Bolesława Librowicza (1886–1961) i ze związku tego urodziły się dwie córki Katarzyna Wiktoria (1912–1991) oraz Małgorzata Maria (1913–1990). Ta druga wyszła w 1938 za Sydneya Jamesa Reida roku i małżeństwo to miało jedną córkę, pierwsza zaś za Daniela Walckera w 1941 roku we Francji, z którym miała dwie córki.

Sama Ewa natomiast miała młodsze rodzeństwo: Jana (1887–?), o którym niewiele wiadomo, poza tym, że w 1922 roku ożenił się z Różą Szejnwald, a także Jerzego (1884–1943) i Marię (1892–1981), którzy wskutek swojej działalności są dziś znani, a w każdym razie rozpoznawalni. Warto o nich powiedzieć kilka zdań, gdyż ich życiorysy i działalność pokazują środowisko, z którego pochodziła Ewa.

Maria nie wyszła za mąż i dlatego funkcjonuje często jako „Aszerówna” i pod tym nazwiskiem ma niewielkie hasło w Słowniku pseudonimów pisarzy polskich: „Aszerówna Maria (1892, Warszawa — 1981, Warszawa) autorka wspomnień, działaczka społeczna i polityczna.” [16] Maria również (przed wojną i po niej) przekładała utwory literackie, tłumacząc z rosyjskiego i francuskiego, a swoje przekłady z niemieckiego oraz wspomnienia z wydarzeń politycznych ze swoim udziałem [17] opatrywała pseudonimem „Asten”, więc moje podejrzenia co do możliwości użycia pseudonimu przez Ewę nie były całkiem bezpodstawne, gdyż wówczas często tak właśnie postępowano. Maria pełniła ważne funkcje w Pogotowiu Bojowym PPS, a w okresie międzywojennym sekretarzowała Warszawskiemu Wydziałowi Kobiecemu PPS. Maria Aszerówna pracowała w polskim konsulacie w Marsylii i była w składzie polskiej delegacji na konferencję pokojową w Rydze 1920–1921. W czasie okupacji na dokumentach aryjskich była zatrudniona w Pracowni Architektoniczno-Urbanistycznej, a przez pewien czas ukrywała się także dzięki małżeństwu Żabińskich na terenie warszawskiego ZOO. Jej biogram na Wikipedii podaje ponadto, że „Po wojnie mieszkała przy ul Koszykowej 14/6 w mieszkaniu Ludwika Cohna. Prócz niej i Cohna mieszkał tam też adwokat Adam Nagórski. Każdy z tej trójki miał swój pokój, przyjaźnili się ze sobą, wspólnie utrzymywali gosposię.” [18]

Brat Ewy, Jerzy, dość konsekwentnie posługiwał się pisownią nazwiska „Ascher”, stąd dane o nim można znaleźć posługując się takim zapisem. W okresie 1904–1905 Jerzy Ascher studiował, podobnie jak jego siostra, malarstwo w Szkole Sztuk Plastycznych oraz równolegle architekturę w warszawskim Instytucie Politechnicznym; potem kształcił się jeszcze w Technische Hochschule w Berlinie-Charlottenburgu. Jako architekt był aktywny we Lwowie w latach I wojny światowej, a wcześniej jeszcze (1909–1914) pracował nad rekonstrukcją Zamku na Wawelu. [19] Aktywie włączył się w odbudowę kraju, o czym świadczy na przykład artykuł Strzecha słomiana ogniotrwała [20] oraz jego projekt architektoniczny łaźni ludowej zachowany w książce Odbudowa polskiego miasteczka. [21] Od 1926 roku przebywał we Francji, gdzie wkrótce ożenił się z Reginą (Rajzlą) Brojdą i całkowicie poświęcił malarstwu, a w Paryżu miał kilkakrotnie wystawy indywidualne swoich obrazów. Deportowany w 1943 roku z Francji Vichy zginął najprawdopodobniej w Majdanku lub Sobiborze, a żona z ich córką Suzanne w Auschwitz. 


(fot. Ewa Librowicz de domo Aszer i  Bolesław Librowicz 
- dzięki uprzejmości Krzysztofa Prochaski)

Po trzech dniach przyszła wreszcie zamówiona antykwarycznie książka Prochaski, a ja z przejęciem zacząłem wertować dość obszerną pracę z wieloma fotografiami i wykresami rodzinnych powiązań. Znalazłem potwierdzenie i rozszerzenie zebranych już informacji o tłumaczce Buddenbrooków, ale także osobiście ważne dla mnie jej zdjęcia: jako młodej osoby z początku XX wieku (z archiwum Madelaine Ricard), sprzed 1941 roku z mężem Bolesławem (z archiwum Krzysztofa Prochaski) oraz późniejsze (ze zbiorów Johanny Walcker). Dowiedziałem się, że tłumaczka była spowinowacona z francuskim filozofem Bergsonem przez rodzinę męża Bolesława (1886–1961), którego dziadek Michał Bergson (1800–1864) był bratem Gabryjela Bergsona (1790–1844) i zarazem dziadkiem Henri Bergsona (1859–1941). Wyjaśniła się przy okazji zagadkowa zmiana nazwiska w Niebieskim ptaku, przekładzie Bekenntnisse des Hochstaplers Felix Krull Thomasa Manna, który miał kilka wydań: najpierw w Bibliotece Groszowej w 1929 roku, potem w Wydawnictwie „Kuriera Polskiego” w 1937 roku. [22] Prochaska przytacza interesujące omówienie tej książki, którego moim zdaniem zabrakło w antologii Tomasz Mann w krytyce i literaturze polskiej. Józef Kramsztyk recenzując dla „Wiadomości Literackich” tłumaczenie swojej kuzynki zamknął je uwagą: „Na zakończenie jedno sprostowanie: przekładu dokonała Ewa Librowiczowa, a nie „Librowiecka”, jak to wydawca samowolnie i ze szkodą tłumaczki podał na karcie tytułowej.” [23]



(fot. WWW)

Po wymianie serdecznych listów z Krzysztofem Prochaską dostaję od niego kopie zdjęć, w tym fotografię z pleneru Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych w Arkadii ok. 1904 roku, na której widnieje Ewa. Zamawiam drugie rozszerzone wydanie jego książki. I faktycznie jeszcze ładniej i staranniej wydana praca już na wyższym poziomie drobiazgowości uszczegóławia wiele informacji o kolejach życia rodzeństwa Ascherów, samej Ewy Ascher i powojennych losach jej córek Katarzyny i Małgorzaty. Jest tutaj nieco więcej wiadomości o działalności Ewy jako artystki plastyczki. Czytam m.in., że tłumaczka Thomasa Manna „zmarła 8 września 1943 r. w Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie chorych w Pruszkowie i została pochowana na cmentarzu przyszpitalnym”. [24] W 1961 roku obok żony pochowano Bolesława Librowicza, który wykonanie swojego testamentu powierzył Ludwikowi Cohnowi. Dziś po grobie i pomniku pozostał tylko ślad w postaci… zdjęcia. 



(fot. dzięki uprzejmości Krzysztofa Prochaski)

Dobrze jednak, że wskutek mojego rekonesansu biograficznego Ewa – Ascher, Aszerówna, Aszer, Aszer-Orzechowicz (?), Aszer-Librowicz, Librowiecka, Librowiczowa – stała się dla mnie konkretnym człowiekiem, osobowością z ciekawą historią, kobietą z krwi i kości, gdyż na większą widzialność zasługują także tłumaczki i tłumacze z przeszłości. 



(fot. Bolesław Librowicz i Ewa Librowicz de domo Aszer - dzięki uprzejmości Krzysztofa Prochaski)



*     *     *

[1] List Ewy Librowiczowej do córki Katarzyny z dnia 4. sierpnia 1942 roku, przekład z języka francuskiego Justyny Seweryńskiej [w:] Krzysztof Prochaska, Józef Kramsztyk. Pasjans rodzinny, towarzyski, literacki i naukowy, Wydawnictwo Naukowe Semper: Warszawa 2018, s. 121.


[2] Ewa Librowiczowa, Tomasza Manna „Śmierć w Wenecji”, „Przegląd Warszawski. Miesięcznik poświęcony literaturze, sztuce i nauce” 1925 nr 45, s. 317–324. Przedruk [w:] Tomasz Mann w krytyce i literaturze polskiej. Antologia tekstów i dokumentów, wybór i opracowanie Roman Dziergwa, Wydawnictwo Poznańskie: Poznań 2003, s. 150–156. W danych bibliograficznych tej antologii, a także w innych publikacjach powołujących się na nią, zazwyczaj błędnie podawane są dane „Przeglądu Warszawskiego” z 1925 roku – tekst Librowiczowej ukazał się w nr 45, a nie nr 32.


[3] Roman Dziergwa, Polskie obecności Tomasza Manna [w:] Tomasz Mann w krytyce i literaturze polskiej, tamże, s. 13.


[4] Jerzy Koch, Jak do tego doszło, że wszedłem w rodzinę Buddenbrooków. Słowo od tłumacza, [w:] Thomas Mann, Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny, przełożył oraz opatrzył wstępem i przypisami Jerzy Koch, posłowie Wojciech Engelking, W.A.B.: Warszawa 2025, s. 19–20.


[5] Tamże.


[6] Mail z dnia 17 stycznia 2026 roku.


[7] Tomasz Mann, Czarodziejska góra (Der Zauberberg, 1924), tłum. T. 1.–2. Józef Kramsztyk, T. 3 Kazimierz Czachowski, T. 4 Juliusz Feldhorn, Towarzystwo Wydawnicze „Rój”: Kraków 1930.


[8] Tomasz Mann, Królewska Wysokość (Königliche Hoheit, 1909), tłum. Witold Hulewicz, Wydawnictwo Minerwa – Wojciech Gottlieb: Lwów 1929.


[9] Krzysztof Prochaska, Józef Kramsztyk. Pasjans rodzinny, towarzyski, literacki i naukowy, Wydawnictwo Naukowe Semper: Warszawa 2018, wyd. 2. poszerzone 2022.


[10] Sprawozdanie z Działalności Towarzystwa Kolonij Letnich w m. Warszawie za Rok 1902, Warszawa 1903, s. 70, 71.


[11] Program i wewnętrzny regulamin Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, [b.m.w.] [1902], s. 3.


[12] Mieczysław Treter, Grafika Leona Wyczółkowskiego, Redakcja „Sztuk Pięknych”, Kraków 1925, s. 16.


[13] Waldemar Deluga, Fluorine Etching in Cracow, Warsaw and Vilnius, 1901–20, „Print Quarterly”, vol. 36, nr 2, 2019, s. 166.


[14] Mikalojus Konstantinas Čiurlionis Apsnigtas kaimas (dostęp 23. stycznia 2026).


[15] Album Kobiece, Gebethner i Wolff: Warszawa 1903.


[16] Słownik pseudonimów pisarzy polskich. XV w. – 1970, T. 4, ZNiO: Wrocław 1996, s. 18.


[17] Asten, Z dziejów okupacji. Pamiętnik stenografki. Kilka wspomnień o r. 1917, „Wiadomości Literackie”, 11. kwietnia 1926, nr 15, s. 2. Tejże, U kolebki skarbu Rzeczpospolitej. Pamiętnik stenografistki, „Nowy Kurier Polski”, 8. lipca 1926, nr 155, s. 4–5. Tejże, Pamiętnik stenografistki. Boulogne sur Mer czerwiec 1920, „Nowy Kurier Polski”, 7. lipca 1926, nr 154, s. 4.


[18] https://pl.wikipedia.org/wiki/Maria_Aszerówna (dostęp 23.01.2026).


[19] Odnawianie Wawelu, „Nowa Reforma”, 15.08.1914, nr 351 (XXXIII), s. 2.


[20] Jerzy Ascher, Strzecha słomiana ogniotrwała, „Odbudowa Kraju. Miesięcznik poświęcony sprawom gospodarstwa narodowego. Organ Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Wsi i Miast w Krakowie.”, 1917, nr 4, s. 322–327.


[21] Odbudowa polskiego miasteczka. Projekty budynków użyteczności publicznej, nakładem Obywatelskiego Komitetu Odbudowy Wsi i Miast: Kraków 1918, s. 13–15.


[22] Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla, w ostatecznej wersji nadanej powieści przez Thomasa Manna i opublikowanej w 1954 roku, zostały przełożone przez Andrzeja Rybickiego (wiersze tłum. Jadwiga Dackiewicz) i także w tej wersji cieszyły się popularnością, o czym świadczą liczne wydania (PiW 1957, 1961, 1976; Czytelnik 1968, 1969, LSW 1987, Wydawnictwo Dolnośląskie 1998). Fragment tej książki opublikowała także Wanda Kragen – „Przekrój” 1955, nr 36 (543), s. 4–6.


[23] Krzysztof Prochaska, Józef Kramsztyk. Pasjans rodzinny…, tamże, s. 244. Zob. Józef Kramsztyk, „Niebieski ptak” Manna, „Wiadomości Literackie”, 27.10.1929, nr 43 (304), s 3.


[24] Krzysztof Prochaska, Józef Kramsztyk. Pasjans rodzinny…, tamże, s. 119.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz