poniedziałek, 23 lutego 2026

René Magritte

Rene Magritte przemawia do wyobraźni. Jego obrazy często zawierają puentę. Są jednak wieloznaczne. Wyrywają nas z koleiny oczekiwań i stereotypowej percepcji. Musiałem więc pójść na wystawę w Królewskim Muzeum Sztuk Pięknych w Antwerpii. Trwała już od listopada i miała się skończyć 22 lutego, a więc w czasie mojego pobytu. 

Przypomniało mi się, że wiele lat temu byłem w Brukseli na przeglądowej wystawie jego dzieł. Czy to było w 2009, a może nawet w 1996 roku, nie pamiętam dokładnie. Wiele z dzieł Magritte'a sprzedano wtedy do USA i w Belgii było oburzenie, że ich surrealistę wyprzedaje się za granicę. Zorganizowano więc wielką wystawę, która podobnie jak tegoroczna zgromadziła jego obrazy z różnych, także zagranicznych galerii.

No to popatrzmy kilka klasyków Margritte'owskich:









Robert (Bob) Elsen, który wówczas - chyba jednak było to w 2009 roku - zajmował się w ministerstwie kultury opieką nad Domem Tłumacza, wtedy jeszcze umiejscowionym w lowańskim beginażu, na moje pytanie jak zdobyć bilety, odparł: Zapomnij! Faktycznie bilety wyprzedały się na pniu, gdy tylko ogłoszono sprzedaż.

Potem jednak zadzwonił i powiedział, że ostatniego dnia wystawy pracownicy ministerstwa wejdą na nią na specjalny pokaz. Bob do mnie: przyjadę po ciebie, wejdziesz ze mną, mówisz po niderlandzku, nikt nic nie zauważy, M. wejdzie z tobą. I faktycznie. Chodziliśmy po tej wystawie, oglądaliśmy i nie mogliśmy się z M. napatrzeć. Połowa urzędników od kultury przeszła szybko, bo w ostatniej sali była przygotowana recepcja, takie party na stojąco z winem i jedzeniem. M. i ja byliśmy ostatni. Na każdy obraz, na każdą salę poświęcaliśmy dużo czasu. Za nami był już tylko... strażnik. 

W tym roku z kolei ja spędziłem w Koninklijk Museum voor Schone Kunsten w sumie pięć godzin. Ale oczywiście najpierw udałem się na wystawę Magritte'a. Zaskoczyły mnie obrazy z wczesnej poszukiwawczej fazy jego twórczości, kiedy przemawiał do niego kubizm. 





















Potem zaczął się już krystalizować osobny, tak charakterystyczny style Magritte'a.









Nie podaję tytułów obrazów, choć teraz żałuję, że nie sfotografowałem większości z nich. Sam Magritte twierdził, że tytuły jego obrazów są dodatkowym zabezpieczeniem dzieł przed logiką lub pozbawioną znaczeń estetyką. Znaczenie tytułów nie polega na objaśnianiu, lecz na szoku, który wywołuje kombinacja obrazu i języka, rzeczywistości i snu. Tytuły mają za zadanie uchronić obraz przed automatycznie narzucającym się znaczeniem w określonym rozpoznawalnym kontekście. Mają prowokować dyskusję i niepokoić, a także udaremniać "redukowanie poezji do pozbawionej znaczenia gry".   








To na koniec ostatnie, nawet niedokończone dzieła. 










Pod koniec zaskoczył ponownie, nawiązując w twórczy i przewrotny sposób do obrazu Jacquesa-Louisa Davida "Portret Madame Récamier", najpierw na obrazie, a potem wchodząc w dodatkowy przestrzenny wymiar dzięki rzeźbie.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz