Jest mokro. Belgijska pogoda. Deszcz, przejaśnienie, deszcz, prześwitujące słońce. Deszcz. Co mi tam! Wybrałem się do muzeum. Na pieszo.
Po drodze widzę tu i ówdzie symbol Antwerpii. Takie A z promyczkami, a może to są skrzydełka? Mam taką torbę na zakupy w domu, kupiłem przed laty i teraz wziąłem ze sobą: czerwona z tym promieniejącym A. I przypomniało mi się, że kiedy jako dziecko chodziłem na katechezę, chyba niesłusznie wtedy i dziś nazywaną "religią", rysowaliśmy różne biblijne sytuacje i zamiast postaci rysowaliśmy litery. A więc M za Maryję, J za Józefa, a za Pana Jezusa P z X czyli chrystogram (wtedy nie widziałem, że to dwie greckie litery chi - x oraz rho - P, pierwsze litery słowa Chrystus), no i rysowaliśmy sporo aniołów, które miały kształt litery A ze skrzydełkami. Teraz widzę je w Antwerpii.
Pierwsze katechezy jako przedszkolak otrzymywałem od siostry Wenancji. I dałbym jej pierwsze miejsce na pudle w antwerpskim parku (może nawet przed panią Młodzianowska, moją nauczycielką w pierwszych klasach podstawówki?) Piszę "jako przedszkolak", bo nie mieli co ze mną zrobić w domu, to chodziłem już wcześniej ze starszym o dwa lata bratem do salki katechetycznej. (Tak, katecheza wtedy już nie była w szkole i jeszcze nie była w szkole...) Siostra zakonna kulała na jedną nogę i mimo grubszej podeszwy i podwyższonego obcasa, nie dało się ukryć, że jedną nogę miała krótszą. Siostra Wenancja robiła to jednak z dużym wdziękiem, a ja nigdy nie pomyślałem, że jest inwalidką, bo przy każdym kroku jej czarny habit lekko i kształtnie kołysał się wokół jej figury. Miała niesamowity, szczery, dobry uśmiech, choć gęste brwi, mocno zarysowane pod białą usztywnioną opaską na czole i czarnym welonem mogły sprawiać inne wrażenie. Ale nie na nas znających ją od dziecka. Należała do Sióstr Służebniczek NMP i dlatego miała przygotowanie do pracy z nami.
Wenancja - to imię pochodzi z łaciny venans i oznacza 'polujący'. Siostra na mnie nie polowała, choć życzyła mi, żebym został księdzem. Nie zostałem. Marek Dragun, mój kolega z klasy, również typowany przez Wenancję na duchownego, także nie został. Ale dostałem od siostry Wenancji książkę, którą pod latach na nowo odkryłem w swojej bibliotece: Smak winnic Twoich. Wybór liryki religijnej Zachodu, wydaną przez PAX w przekładzie Mikołaja Bieszczadowskiego jeszcze przed moim urodzeniem, bo w 1956 roku. Siostra wpisała mi też dedykację. Książkę mam do dziś. To antologia poezji belgijskiej, niemieckiej, francuskiej i hiszpańskiej. To w niej mając już kilkanaście lat czytałem po raz pierwszy wiersze Frederica Garcii Lorci czy Oscara Miłosza, a także kilku belgijskich poetów, m.in. Flamanda Raymonda Herremana. Więc może podarowując mi tę książkę z wierszami siostra Wenancja wytyczyła mi nie księżowską wprawdzie tylko poetycką i translatologiczną ścieżkę życia?
I tak rozmyślając o siostrze Wenancji, katechezie i lirykach belgijskich dotarłem do Królewskiego Muzeum Sztuk Pięknych, więc po tej dygresji jeszcze c.d.n.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz