sobota, 7 lutego 2026

Orzeł wylądował

Orzeł wylądował. Chyba jakoś tak. Na razie na frontonie jednej z kamienic na mojej ulicy. 



Ładny jest, kiedy go oświetla zimowe słońce. Napawa nadzieją, choć to nie łabędź... Ale przedwczoraj była typowa belgijska pogoda, którą my określamy mianem "słota": deszcz, choć niewielki, wiatr, niebo zasięgnięte chmurami, hydra chandry. A dziś? Proszę bardzo!  



Poszedłem więc do piekarni-cukierni Kleinblatta. Dla mnie kultowej. Ale znajomi z Literatuur Vlaanderen też znają słynne wypieki. Yannickna przykład rozpływał się nad sernikiem. Dla mnie natomiast zawsze był najważniejszy jabłecznik. A może szarlotka? 



Nie ma jabłecznika i nie ma szarlotki... 

Ekspedientka, chyba ta sama, co przed wielu laty, podtleniona blondynka, mówiąca po niderlandzku z dość przyciężkawym akcentem, pyta szefa. 

Nie, szef do mnie, że nie, nie będzie już, sezon się już skończył, pod koniec tygodnia będzie strudel. 

Biorę więc jakąś bułeczkę. Do kawy. I na dobry początek pobytu. Choć pamiętam ucztę sprzed lat - Kleinblatt!




No to jeszcze kilka fotek z drogi do Kleinblatta i z powrotem.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz