sobota, 21 lutego 2026

Genialna strucla

Moja mama zwykła o takich potrawach i smakach mówić w zachwycie „genialne”. Pisałem już o piekarni-cukierni Kleinblatta. Wczoraj jednak odkryłem Heimishe Gebak na Terlirststraat. 




Byłem w archiwum literackim Letterenhuis i wracałem ze śródmieścia Antwerpii do domu inną trasą niż zazwyczaj. Dzięki temu wszedłem w inną część zamieszkałej przez ortodoksyjnych żydów dzielnicy. Przed wystawą stało kilka osób, jakaś Flamandka coś komuś tłumaczyła, chyba gościom, może z Holandii, a ja kątem oka zobaczyłem strudel z jabłkami. Od razu się do mnie uśmiechnął. Odpowiedziałem uśmiechem, bo spodobał tymi się ten wypiek. Tak na oko i od pierwszego wejrzenia. 




Słuchajcie: genialne, albo niebo w gębie! No czegoś takiego to ja nawet w Wiedniu nie jadłem. Wszystko jak należy, ciasto, wypełnienie, jabłka i fragmenty masy jakby z lekkim aromatem migdałowym. No i zrobiłem sobie w domu ucztę, kawa, strudel, fotel. 




A że piątek był akurat, to jeszcze chałkę nabyłem drogą kupna-sprzedaży. "Nog chałka, alstublieft!", powiedziałem. Sprzedawczyni w chuście (ponieważ pracuje przy jedzeniu więc miała na szajtł zawiązaną chustę) spojrzała na mnie, potem na półkę z chałkami i spytała "Deze?". Kiwnąłem głową. Ona, że to mała i da mi średnią. No dobra, wziąłem średnią. W domu chleb się skończył, mogę jeść przez wekend i chałkę. 



No, kochani, chała to nie była! Na pewno nie! Świetnie wypieczona chałka. Antwerpska. Lekko posypana sezamem. Z masłem - genialna, jak powiedziałaby moja mama, która na Wielkanoc, ale tylko na Wielkanoc, zwykła jadać babkę drożdżową z wędliną. Cóż... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz